Jak budować markę osobistą? Rozmowa z Justyną Kopeć

Wczoraj miałam ogromną przyjemność, ale też spory stres (o tym za chwilę) rozmawiać z Justyną Kopeć na temat budowania marki osobistej.

Justyna jest specjalistką w zakresie budowania marek personalnych i biznesowych, zwłaszcza z wykorzystaniem marketingu online, w tym mediów społecznościowych. Jest także autorką książek o tematyce biznesowej i współautorką książki „TY-marka warta miliony”, która była punktem wyjścia do naszej rozmowy.

Rozmawiałyśmy o budowaniu marki osobistej, o pokazywaniu siebie światu, o ustalaniu swoich własnych granic, ale też o tym, że w budowaniu silnej i stabilnej marki niezbędna jest spójność i autentyczność. I o tej autentyczności chcę dziś do Ciebie napisać.

Obie przygotowywałyśmy się do tego spotkania z najwyższą starannością. Chciałyśmy dać Wam wartościowe treści, z których realnie będziecie mogli skorzystać w procesie budowania swojej marki. Myślę, że dbanie o jakość materiału zarówno od strony merytorycznej, ale też wizualnej jest obowiązkiem każdego twórcy i jeśli coś idzie nie tak w tej kwestii, to zawsze jest to dla nas trudny moment. Zdarza się jednak, że pomimo przygotowania, zrobienia odpowiednich testów i wydawałoby się zgrania wszystkich szczegółów, coś nie gra.

Co tutaj poszło nie tak, jak trzeba? Przede wszystkim przeziębiłam się na kilka dni przed spotkaniem. Niby nic, a jednak jest to widoczne na nagraniu. Po drugie, znacznie ważniejsze, tuż przed połączeniem przed godz. 20-tą nie zadziałały nam mikrofony. Coś było nie tak z łączeniem. Najpierw Justyna nie słyszała mnie, potem ja jej. Jak łączyłam się z grupą sama to słychać było trzaski. Jak połączyłyśmy się obie to słychać było tylko Justynę… Prób połączenia było więc kilka. W międzyczasie obie próbowałyśmy coś zdziałać. Biegałam z kablami, zmieniałam kamery, mikrofony, komputery… Koniec końców po 38 minutach (sic!) udało nam się połączyć. I wreszcie było słychać nas obie i wreszcie mogłyśmy rozpocząć rozmowę. Od tego stresu, napięcia i biegania dostałam chyba gorączki. Spłynął mi makijaż, włos mi się rozwiał;))) I tak też z rozbiegu usiadłam do naszej rozmowy…. Rozmowa przebiegała już bez większych zakłóceń, wyjąwszy pogłos, który w kilku momentach słychać na nagraniu.

Dlaczego o tym piszę?
Bo w pierwszej chwili miałam taką myśl, żeby tego liva skasować. Bo uznałam, że jakość tego nagrania nie jest idealna, a wolałabym jednak, żeby była;))) Potem, już na spokojnie stwierdziłam, że to zupełnie bez sensu. Padło tam wiele ważnych słów, dużo wartościowej treści i myślę, że pomimo tych wszystkich trudności, które opisałam, była to ciekawa rozmowa.
Dlaczego piszę o tym w kontekście autentyczności? Bo podczas rozmowy z Justyną powiedziałam o tym, że nie podoba mi się to nasze dążenie do perfekcji i doskonałości w którym pomija się to, co naprawdę ważne. Narzekamy na udawany Instagramowy świat, symbol lukrowania rzeczywistości, a jednak sami lubimy tę naszą rzeczywistość trochę pokoloryzować. Kto jest bez winy, niech pierwszy wyłączy YouTube…jak mawia klasyk;)
Kiedy umieszczamy gotowy materiał w Internecie, np. post, zdjęcie czy film, to możemy go dopracowywać godzinami. Zmieniać, upiększać, dodawać efekty. Mniejsza o to, ile z tego zostaje prawdziwej treści, a ile jest tam ozdobników, ale chodzi mi o sam fakt posiadania nad tym bardzo dużej kontroli.

Kiedy robisz live, lub wychodzisz na scenę do ludzi to tutaj nie ma już miejsca na poprawianie. Jesteś Ty, taki jesteś. Ludzie widzą Twoją osobowość, charyzmę, sposób bycia, pewną energię, no i oczywiście to, jak wyglądasz. Wychodzisz do ludzi po to, żeby coś im opowiedzieć, czegoś się nauczyć, przekazać swoją wiedzę, ale też po prostu porozmawiać. Wychodzisz na spotkanie z drugim człowiekiem, tak samo niedoskonałym, ale też tak samo wspaniałym, jak Ty. I to ten kontakt i wszystko to, co z niego wyniknie jest najważniejsze. Nie ozdobniki, nie fajerwerki ani nawet pióropusze. I myślę, że im więcej w nas autentyczności i im więcej prawdy, szczerości i spójności, tym ciekawsze i głębsze mogą być nasze spotkania z ludźmi. A w tym tkwi przecież sekret szczęśliwego życia i udanego biznesu. Nasze dobre relacje z innymi i satysfakcjonujące współprace budują nam przecież biznes o jakim marzymy. Biznes, w którym możemy tworzyć i dzielić się wartością za którą jesteśmy sprawiedliwie wynagradzani.

Dlatego właśnie zostawiam ten live, chociaż dziś wiele bym w nim zamieniła. Ale widzę w autentyczności wielką wartość. I myślę, że każdy z nas może zrobić wiele, by tej autentyczności i prawdziwych spotkań międzyludzkich było w naszej przestrzeni jak najwięcej.
I tego nam wszystkim życzę.
A teraz miłego oglądania!

Podziel się swoją opinią

Kasia Racisz

Wykorzystujemy ciasteczka do spersonalizowania treści i reklam, aby oferować funkcje społecznościowe i analizować ruch w naszej witrynie.

Informacje o tym, jak korzystasz z naszej witryny, udostępniamy partnerom społecznościowym, reklamowym i analitycznym. Partnerzy mogą połączyć te informacje z innymi danymi otrzymanymi od Ciebie lub uzyskanymi podczas korzystania z ich usług.

Informacja o tym, w jaki sposób Google przetwarza dane, znajdują się tutaj.