Wciąż jeszcze jesteśmy na początku nowego roku 2020. Mam wrażenie, że ten pierwszy miesiąc, który dobiega właśnie końca pozwolił nam trochę (?) zweryfikować siłę naszych postanowień oraz możliwości ich realizacji.
Największy błąd jaki popełniamy w planowaniu to nadmiar założeń i zadań do wykonania oraz dość nierealne spojrzenie na czas. Bo kiedy jesteśmy w euforii planowania i żyjemy wizją spełnionego celu to wydaje nam się, że będziemy w stanie robić przeróżne rzeczy, które nas do tego celu doprowadzą, a jeśli jeszcze robimy takie plany na początku roku, to wydaje nam się również, że mamy jeszcze mnóstwo czasu, żeby zrobić to co chcemy.
Obiecujemy sobie, że schudniemy do wakacji, albo, że do końca roku nauczymy się jakiegoś języka, lub też planujemy, że w tym roku będziemy zdrowiej się odżywiać. Jeśli nie dopasowaliśmy tych planów do naszego realnego trybu życia i wzięliśmy na siebie za dużo, to dość szybko okaże się, że nasz zapał minął ustępując miejsca coraz to większej frustracji.
Znowu będą mijać kolejne dni, a my znowu będziemy się oszukiwać, że weźmiemy się za to już jutro, mając poczucie, że przecież jeszcze cały rok przed nami, więc mamy jeszcze mnóstwo czasu.
Plan na kwartał
Tutaj z pomocą przychodzi 12 tygodniowy tryb planowania. System, dzięki któremu można kilkukrotnie zwiększyć swoją wydajność i tym samym swoje sukcesy.
O co w tym chodzi? Kiedy pierwszy raz przeczytałam książkę „12 tygodniowy rok” (Brian. P Moran, Michael Lennington) byłam pod wielkim wrażeniem tej prostej i genialnej zarazem metody. Otóż chodzi o to, żeby planować w perspektywie 12 tygodniowej traktując każdy kwartał, tak jakby się planowało działania na rok. Nie chodzi absolutnie o ilość zadań, ale o sposób postrzegania planowania a przede wszystkim realizacji naszych celów.
Autorzy książki, Brian. P Moran i Michael Lennington twierdzą, że to nie brak talentu, szczęścia czy znajomości sprawia, że część ludzi nie osiąga sukcesu (chociaż mają ku temu wszelkie warunki) ale brak odpowiedniego działania.
Nie liczy się to, co wiesz, ani to, kogo znasz; tak naprawdę istotne jest to, co wdrożysz w życie.
Kiedy planujesz coś na 12 tygodni, czas w którym będziesz realizować dane zadania jest o wiele bardzo namacalny i przystępny. To tylko 3 miesiące, 12 tygodni. Nic tak odległego, jak 365 dni.
Plany roczne dzielisz na mniejsze części i przypisujesz je do konkretnych kwartałów.
Następnie robisz szczegółowy plan na najbliższe 12 tygodni, sprawdzając i rozliczając się po każdym tygodniu pracy.
Dostosuj plan
To co jest też fajne w takim trybie planowania to możliwość jeszcze lepszego osadzenia naszych planów w naszych codziennych realiach. Bo można oczywiście zaplanować, że przez trzy wieczory w tygodniu będziesz tańczyć zumbę, ale planując na miesiące zimowe np. styczeń , luty i marzec warto wziąć pod uwagę, że np. jest to czas w którym wcześniej robisz się zmęczona i śpiąca, bo brakuje Ci słońca i energii, którą ono daje. Planując więc na najbliższe trzy miesiące jesteś w stanie ocenić na ile Twoje plany będą mogły wpisać się w aktualny rytm Twojego życia lub też życia Twojej rodziny.
W planowaniu nie chodzi o to, żeby zrobić z siebie cyborga, który zawsze jest w formie i pracuje na pełnych obrotach po 20 godzin na dobę. Planowanie to tylko ułożenie drogi, którą chcesz zmierzać do celu, ale z uwzględnieniem Twojego trybu życia, okresowych ograniczeń i własnych potrzeb oraz upodobań. Ja np. już dawno zrezygnowałam z planu dnia, który mi mówił, że codziennie będę zaczynać pracę o 7:30. Chociaż chciałam w dni powszednie być już wolna w okolicy 15-tej, to jednak nie bardzo się to u mnie sprawdziło. Bo faktycznie są dni, kiedy budzę się wcześniej wypoczęta i siadam do pracy od 6-ej, ale są też takie dni, kiedy potrzebuję spać do 8 czy 9 rano i wiem, że próba podjęcia pracy wcześniej skończy się kompletnym brakiem wydajności i kreatywności. I bardzo często takie dni wypadają właśnie u mnie w okresie jesienno-zimowym. Nie planuję więc na sztywno, że codziennie rano będę w pełnej gotowości, bo wiem, że tak po prostu nie będzie.
Bloki czasowe
Sekret naszej wydajności tkwi w odpowiednim planowaniu oraz działaniu. Dlatego każdego dnia powinnaś znaleźć czas na każdy rodzaj bloków czasowych. Już tłumaczę o co chodzi.
- Blok strategiczny- czas w którym zajmujesz się działaniami strategicznymi. Całkowicie odcinasz się od innych rzeczy i możliwych rozpraszaczy. Wyłączasz telefony, powiadomienia, na klamce wieszasz karteczkę z hasłem „Nie przeszkadzać!”. Najlepiej, żeby taki blok trwał 3 godziny.
- Blok buforowy-to czas, kiedy reagujesz na sytuacje bieżące. Maile, telefony, sprawy, które są ważne i pilne lub nieważne ale pilne.
- Blok zapewniający odmianę-tutaj jest czas na relaks, odreagowanie, zajęcie się czymś innym niż praca i myślenie o Twojej firmie czy rozwoju zawodowym. Wielu ludzi nie docenia potrzeby takiego czasu i odskoczni. A jednak wszystkie badania pokazują, że kiedy zapewniasz sobie czas resetu, niezwiązany z pracą, to w efekcie pracujesz potem wydajniej, masz więcej pomysłów, jesteś kreatywna i co najważniejsze-zdrowsza i szczęśliwsza.
Jesteśmy tym, co powtarzamy. Doskonałość nie jest zatem jednorazowym aktem, ale nawykiem.
Weryfikacja planów
I jeszcze jedna bardzo ważna rzecz dotycząca meritum czyli samych planów. Warto dać sobie czas i przestrzeń, żeby zdecydować, które z naszych celów są naprawdę nasze. Zdarza się bowiem, że nasza lista pełna jest celów pozornych, które zostały nam sprzedane przez innych ludzi lub też były nasze ale już się zdeaktualizowały.
Taka refleksja uchroni nas przed rozczarowaniem i stratą czasu.
Zapytaj siebie, jak się będziesz czuł, kiedy zrealizujesz ważne dla siebie marzenie. I zastanów się czy na pewno o to Ci chodzi i czy to na pewno z Tobą rezonuje.
Zjedz słonia po kawałku
Rozpisanie celów na krótsze okresy sprawia też, że nie czujemy się przerażeni ogromem pracy do wykonania. Rzadziej też dopada nas wewnętrzny krytyk, który mówi, że nie damy rady. To słynne jedzenie słonia po kawałku naprawdę ma sens. Wielki cel ma sto lub tysiąc małych kroczków. Kiedy już rozpiszemy sobie szczegółowy plan na kwartał wystarczy tylko(?), żebyśmy codziennie wykonali kilka tych małych kroczków. W podsumowaniu tygodnia sprawdźmy jak nam idzie odhaczanie listy zadań oraz co ewentualnie nam przeszkadza w realizacji tych małych kroków.
Czasem trzeba bowiem zmniejszyć listę rzeczy do zrobienia, żeby móc ją wykonać i żeby to uczucie zadowolenia ze zrealizowanych założeń poniosło nas dalej.
To jest znacznie korzystniejsze rozwiązanie zamiast robić długie listy, z których i tak nie będziemy się wywiązywać z narastającym poczuciem, że znów nam nie wychodzi i jesteśmy do niczego.
Progres. To on jest najważniejszy. Czasem idziemy wolniej, czasem szybciej, ale najważniejsze, żebyśmy szli do przodu zamiast stać w miejscu lub kręcić się w kółko.
I ten 12 tygodniowy sposób planowania jest idealnym narzędziem do tego, żeby złapać kontrolę nad swoim planowaniem, realizowaniem zadań i poczuciem satysfakcji ze spełnionych marzeń i celów.
Do końca roku zostało 335 dni, czyli dokładnie 4 bloki czasowe po 12 tygodni. Do dzieła, zatem!
Tutaj możesz pobrać KARTY PRACY do planowania w systemie 12 tygodniowym.



